Marek Foss – rozmowa o mikroblogach

Kategoria: porady wywiad | Opublikowany 12/11/2009 09:41 | 87 odsłon | Brak komentarzy

blipi_marek

Publikuję zapis mini debaty z Markiem Fossem.

Filtracja treści, zmiany w sposobie szukania treści, porady dla firm i Matrix – to tylko niektóre z poruszonych tematów.

Marek jest twórcą Blipi, aplikacji która pozwala z jednej strony przeszukiwać treść blogosfery, którą cały czas indeksuje, a z drugiej to zestaw niezwykle przydatnych narzędzi prezentujących dane statystyczne dotyczące użytkowników blipa. Na blipi możemy znależć m.in. listę Top 100 najczęściej obserwowanych użytkowników Blipa.

Łukasz: Marku, ostatnio myśląc o mikroblogach często patrzę na nie przez pryzmat tego, jak bardzo są przydatne w docieraniu do istotnych treści. Jak wiemy w sieci jest mnóstwo ciekawych treści, do których na co dzień nie docieramy. Z drugiej strony nasza lista obserwowanych osób, dobrana pod kątem ich zainteresowań i poruszanych tematów, jest świetnym narzędziem pozwalającym docierać do tego typu treści. Czy myślisz że w przyszłości mikroblogi będą po części spełniać właśnie taką rolę filtra informacyjnego?

Marek: Na Blipie z tego co widzę króluje filtracja poprzez tagi. Niestety wg mnie jest to słaby system, bo taki tag łatwo zaspamować. Twitter ciekawie to wymyślił z listami, ale jak dla mnie to narazie są one dziwne. Takie mikro-twittery się porobiły, niby się listy obserwuje, ale wtedy jak patrzeć na własny timeline? Jako naszą root-listę?

Ł: Myśląc o filtracji myślę o tym, że mikroblogi pomagają nam docierać do interesujących nas treści. Jest to trochę efekt uboczny działania tych systemów. Bo poprzez dobieranie sobie odpowiednich grup znajomych lub subskrypcję odpowiednich tagów, otwieramy się jednocześnie na strumień ciekawych stron, które tą drogą są publikowane, a do których sami pewnie byśmy nie dotarli lub dotarli dużo później.

Ciekawa jest również rola retweetów lub reblipów. Przypomina mi to trochę sortowanie bąbelkowe, gdzie na górę w krótkim czasie wypływają najciekawsze treści poprzez re-cytowanie (recytowanie? :)) oryginalnej wiadomości z linkiem. Na tym pomyśle zostało już zbudowanych kilka narzędzi zarówno do Twittera (np. http://twitturly.com/ czy http://tweetmeme.com/) czy do blipa (http://linki.bliptools.pl/).

To samo dotyczy hashtagów. Chmurka tagów na blipie pozwala śledzić wizualnie, które tagi stają się w danej chwili popularne, a Twitter oferuje mechanizm trending topics działający na podobnej zasadzie. Co do nadużywania tagów – jest to faktycznie problem. Piękno tagów polega na tym, że subskrybując tag łamiemy nasz krąg śledzonych użytkowników. Niestety jednocześnie tracimy w większości kontrolę nad tym, jakie treści do nas docierają. Można temu problemowi częściowo zapobiec poprzez ignorowanie użytkowników nadużywających lub błędnie korzystających z tagów.

Listy to ciekawa zmiana i warto się bliżej przyjrzeć temu, jak wpływa na nasze korzystanie z mikroblogów. Subskrypcję listy można przyrównać do subskrypcji tagu. Nie śledząc poszczególnych osób widzimy ich wiadomości w naszym timeline. Podobnie jak przy subskrypcji tagu, tutaj również możemy jednym kliknięciem przestać śledzić te osoby. Jest to więc de facto masowe dodawanie/usuwanie śledzonych…bez ich fizycznego dodawania. Uffff.

Wyobrażam sobie, że w przyszłości pisząc pracę lub artykuł na dany temat będziemy mogli podłączać się do list ekspertów jak do centralnego mózgu, śledzić ich wpisy i współdzielone linki i zadawać pytania.

M: Zgadzam się z Tobą, jednak wg mnie obecnie największym problemem jest właśnie to, że selekcja i znakowanie informacji poprzez nadawanie im tagów czy dodawanie do list jest robione przez samych użytkowników. Z tego powodu ten system jest dość nie miarodajny i podatny na wypaczenia. Twitter np. wychwytuje trending topics nawet z nieotagowanych wiadomości, a do tego ma dobrą wyszukiwarkę po słowach (Blip zresztą też, na blipi ;). Nie rozumiem więc dlaczego nie odpuszczą sobie tych tagów całkowicie i traktują wszystko jako frazy. Gdyby zastosowali jakiś semantyczny system wychwytujący kontekst i ignorujący nieistotne frazy, mieliby system dość dobrze pokazujący co w tej chwili jest trendem, jednocześnie nie musieliby się martwić spamowaniem tagów. Analogicznie mógłby Blip.

W takim scenariuszu można by subskrybować wyszukiwanie. Tutaj nadmienię o serwisie mojej firmy, tweet.IM, który to umożliwia dostarczanie wyników wyszukiwania z Twittera wprost na komunikator GTalk lub Jabber, czyli de facto subskrypcja wyszukiwarki.

Zgadzam się również, że w przyszłości będziemy mogli bezpośrednio czerpać z timeline’ów ekspertów. Ja wyobrażam to sobie tak, że Google wprowadzi naprawdę semantyczną wyszukiwarkę, która na zadanie po ludzku pytanie odpowie prawidłowo przytaczając myśli eksperckie i strony. Szczerze wątpie, by to było oparte o listy czy tagi, wg mnie będą to dodatki wspomagające ocenę, a główny nacisk zostanie położony na analizę semantyczną.

Inaczej ma się rzecz z cytowaniem (retweety, reblipy itp). Tutaj tzw. “głos ludu” jest całkiem dobry, i wypływają ciekawe informacje. Wydaje mi się, że to wynika z tego, że linkując coś w naszych statusach niejako podpisujemy się pod treścią na linkowanej stronie, co w przypadku tagów już nie ma miejsca. Ot, parę literek z “hashem”. Dlatego uważam, że taki filtr masowy będzie się jeszcze bardziej rozwijać.

Ł: Sprytniej indeksując treść otrzymamy kolejnego Google’a. Różnica będzie jednak taka, że będzie on pracował na bardzo świeżych informacjach, czyli dochodzimy do czegoś, co nazywa się real time search. Zaczątki tego powstają, warto tu wspomnieć o umowię którą Twitter niedawno podpisał z Microsoft (Bing) oraz właśnie z Google. Te narzędzia pewnie będą w miarę czasu stawać się coraz lepsze, ale poza tym że zmienią się dane, na których te systemy operują, nie zmieni to sposobu dostępu do danych.

Czyli nadal będziemy musieli wiedzieć, czego chcemy szukać.

Semantyczne wyszukiwarki oparte na danych pochodzących z Twittera i Blipa (coś na kształ WolframAlpha?) moim zdaniem mogą być znacznie bardziej skuteczne niż analogiczne tego typu wyszukiwarki, ale oparte tylko na danych dostępnych w sieci czy specjalnie przygotowanych słownikach. Wyobrażam sobie, że tego typu narzędzia będą w stanie wyłapywać z całego strumienia danych pytania użytkowników, a następnie odpowiedzi innych osób. Zadając to samo pytanie przeglądarce dostaniemy już najlepszą możliwą odpowiedź z tych, które się do tej pory pojawiły.

Myśląc o filtracji danych myślę też o stronach, które odwiedzamy dzięki korzystaniu np. z Blipa. Gdyby nie Blip, nie trafiłbym na przykład na wiele stron, nie dowiedziałbym się o wielu wydarzeniach i nie poznałbym przebiegu wielu fajnych konferencji. Oczywiście dowiaduję się również tym kanałem, co kto je na śniadanie, ale to chyba nie duża cena :) Łapię się coraz częściej na tym, że korzystam z kilku sprawdzonych źródeł informacji, a całą resztę informacji czerpię z tego, co napływa przez czytnik RSS i właśnie przez mikroblogi (ok, okazjonalnie jeszcze przez Facebook). Porównując to z sytuacją sprzed kilku jeszcze lat, gdzie większość treści wyszukiwaliśmy za pomocą Google, zauważam dużą zmianę w sposobach odnajdywania interesujących nas treści.

Czy zgadzasz się z tymi obserwacjami oraz czy uważasz, że taki trend (sytuacja, gdzie to informacje do nas napływają na bazie śledzonych przez nas grup ludzi) będzie się pogłębiać z czasem? Google robi świetną robotę jeśli chodzi o indeksowanie, ale nie przebije zbiorowego wyłapywania tych najciekawszych treści przez grupę kilkuset osób. Czy będziemy świadkami zmian tu opisywanych?

M: Szczerze mówiąc, nie jestem pewien. Widzę problem w tym, że informacje napływają do nas, bezpośrednio. Już w tej chwili ciężko jest ogarnąć ilość treści, która atakuje nas z każdej strony. Nie czytam 80% rzeczy, które otrzymuje w Google Readerze. Wszyscy z resztą znamy przypadki, gdy nagle okazuje się, że mamy kilka tysięcy nieprzeczytanych feedów. Czy kiedykolwiek uda nam się to nadgonić? Oczywiście, że nie. Dlatego np. bardzo lekką ręką klikam “Oznacz jako przeczytane” – po prostu tego nie da się ogarnąć.

Wydaje mi się, że informacje “on-demand”, czyli na zapytanie jak w Google nadal będą podstawą. Natomiast zbiorowe wyłapywanie treści ciekawych itp. jest bardzo fajne, ale w gruncie rzeczy nie jest niczym innym niż tym, czym zajmują się media tradycyjne. Tam też jest sztab osób, który decyduje co będzie dziś wieczorem w wiadomościach, a co nie jest warte uwagi. Oczywiście, w przypadku Twittera czy Blipa ten “sztab” jest o wiele większy i złożony z osób, których raczej nie podejrzewamy, iż mają jakiś interes w promowaniu informacji (co zupełnie nie jest tak w przypadku tzw. “politycznych mediów”).

Wg mnie trzeba dopracować system wykrywania tych treści. W tej chwili opiera się on głównie na retweetach, polecaniu osób typu #followfriday czy licznikach kliknięć. Wracając do analogii z TV, mamy w tej chwili kilkanaście milionów mikro-nadawców np. na mikroblogu jakim jest Twitter. Każdy ich kanał zawiera jakąś treść, ale są duże szanse, że niewartościowe kanały będą o wiele bardziej obserwowane niż wartościowe, tylko dlatego, że mają lepszy marketing. Popatrzmy jak wyglądają konta tzw. guru social marketingu. Są to nic nie wnoszące kanały wrzucające, prawdopodobnie automatycznie, dużą ilość linków i retweetów, lub skupiające się wyłącznie na generowaniu marketingowego guru-buzzu wokół siebie. Takie konta mają po klika-kilkadziesiąt tysięcy obserwujących.

Natomiast obserwuję też konta ludzi, którzy w ogóle się nie promują, tylko po prostu tweetują, od siebie, z oryginalnymi treściami, które często mają więcej wartości, bo są np. rozwiązaniami na jeden konkretny problem, choć może mało spotykany, ale rozwiązany sposobem na który nikt inny nie wpadł. Wg praw Murphiego kiedyś w swoim informatycznym życiu się na niego natkniesz. A on prawdopodobnie zaginie w odchłani nieistotnych treści. Gdyby udało się dobrze do niego dotrzeć, to byłoby coś.

Wydaje mi się, że “Bardzo Lubię Informować Przyjaciół” to jednak dobre określenie mikroblogów. Wydaje mi się też, że mikroblogi nadają się głównie do komunikacji międzyludzkiej, dzieleniem się myśli – sprawdzają się w tej formie najlepiej. Dlatego też całkiem obrazowo potrafią przekazać info z konferencji. Wyszukiwanie informacji pozostawiłbym wyszukiwarkom. A dostarczanie informacji zostawiłbym agregatorom. Kto ma czas na śledzenie Twittera 24h na dobę? Z 12-15 tyś. tweetnięć na minutę nikt fizycznie nie jest w stanie ogarnąć takiej dawki treści. Ale jeśli możesz sobie pogadać ze znajomym, albo wymienić myśli z Guy Kawasakim, to tutaj widzę siłę mikroblogów. W żadnym innym medium nie było do tej pory tak łatwo skontaktować się i porozmawiać z osobami, do których inaczej nigdy w życiu byśmy nawet się nie mieli możliwości odezwać.

Ł: Wychodzi na to, że obecnie to nie brak dostępu do danych będzie problemem ale nadmiar dostępu do wiedzy :) Ci, którzy będą potrafili najlepiej docierać do ciekawych źródeł informacji i filtrować dostępny ogrom wiadomości docierać będą do najbardziej wartościowych i autentycznych rzeczy. Ale to nie jest nowa obserwacja. Nowe jest to, że korzystając z mikroblogów jesteśmy w stanie efektywniej docierać to treści, które mogą być dla nas interesujące. Ot, dodatkowa zaleta mikroblogów.

Wracając do nadmiaru informacji – masz rację mówiąc, że nie można nadążyć za wszystkimi. Czasem z podziwem obserwuję ludzi, którzy za punkt honoru stawiają sobie odczytanie wszystkich nieprzeczytanych wpisów RSS w readerze, a sporo osób śledzi kilkadziesiąt albo i więcej blogów! Prawda jest taka, że jeśli będziemy czegoś potrzebować w danym momencie, skierujemy się do Google i sobie to po prostu znajdziemy.

Odejdźmy może na chwilę od technicznych kwestii i pomówmy o tym, jak mikroblogi wpływają na ludzi. Czy Twoim zdaniem zmieniają one wzajemne relacje między ludźmi na plus czy na minus? To pytanie można potraktować tak naprawdę szerzej, ponieważ dotyczy ono całego social media – obszaru sieci pochłaniającego coraz więcej naszego czasu. Czasem łapię się na tym, że więcej czasu poświęcam budowaniu nowych znajomości online niż w świecie rzeczywistym, po części dlatego że jest to łatwiejsze i szybsze :)

M: Dobre pytanie. Jeszcze parę lat temu oczywistą dla mnie odpowiedzią byłoby, że znajomości online źle wpływają na te w świecie rzeczywistym, bo człowiek się odrealnia. Teraz jednak nabrałem perspektywy i widzę zalety mikrobloggingu i generalnie sieci społecznościowych. Mam wielu znajomych z różnych zakątków świata, z którymi kiedyś studiowałem, ale po zakończeniu wszyscy rozjechali się w swoje strony. Facebook to tak naprawdę jedyne uniwersalne narzędzie do komunikacji między nimi. Bo niby jest MSN, ale zdjęcia ciężko na nim pokazać. Niby jest Skype, ale ten wymaga obecności obu stron. Podobnie jest z Twitterem, choć tego bardziej używam w kontaktach profesjonalnych, szczególnie z ludźmi z firmy. Czasem stamtąd właśnie się dowiaduje, że wylecieli gdzieś za granicę ;) Choć zaznaczyć trzeba, że nikt z nas nie siedzi razem w biurze, stąd tak to działa.

Podobnie jest z tworzeniem nowych znajomości tylko online. Obecnie nie wydają się one tak odrealnione jak kiedyś. Być może wynika to z tego, że wiele ludzi traktuje je bardziej poważnie. Pewnie też z tego, że o wiele większy procent normalnych ludzi (w sensie nie geeków ;) zawitał na Twittera czy Blipa. Zaczynam mieć wrażenie, że social networks już nie są zabawką, ani nie są czymś w stylu gry, do której wchodzimy, wcielamy się w inny charakter, a po skończeniu wracamy do rzeczywistości. Obecnie Twittera czy Blipa można porównać do tramwaju, konferencji czy klubu, gdzie się wchodzi i można czasem nawiązać bliższą znajomość z nieznajomym – albo zabrać ze sobą przyjaciół i gadać we własnej grupie.

Moja puenta jest taka, że social networks stają się czymś normalnym, jakimś kolejnym miejscem, w którym się socjalizujemy, a granica między tzw. realem a virtualem się zaciera. No bo jak inaczej wyjaśnić #blipiwo ? :)

Ł: Dokładnie. Pamiętam rok 1999. Obejrzałem Matrix i zakochałem się w tym filmie. Wcześniej w czasach liceum chciałem być Cyberpunkiem i chodziłem po mieście w takim długim czarnym płaszczu :)) Zauważyłem, że nie tylko mi nieobca była potrzeba raz na jakiś czas przejścia “na drugą stronę lustra”. W tym momencie, siedząc w Sieci od ponad 10 lat, nie czuję jakby to był jakiś inny świat. Z tymi ludźmi można się spotkać, pogadać, wymienić książkami itd. Większość z nas musiała się przyzwyczaić do tego medium. Było ciężko – wiedzą to wszyscy korzystający z Usenetu i znający efekt trolla, potrafiącego każdą konstruktywną rozmowę sprowadzić na niewłaściwe tory.

Ja dzięki blipowi poznałem sporo nowych ciekawych osób, z częścią się spotkałem, z częścią nie – ale z drugiej strony nie ma to większego znaczenia. Ważne jest to, że żadne z nas nie traktuje tej znajomości jak czegoś stricte wirtualnego. Wielu najbardziej aktywnych użytkowników blipa jest również osobami, które łatwo nawiązują znajomości w świecie rzeczywistym. Z pewnością nawiązywanie nowych znajomości na bazie wspólnych zainteresowań stało się dużo łatwiejsze dzięki social media i mikroblogom. Z korzyścią chyba dla wszystkich zainteresowanych.

W tej rozmowie chciałbym jeszcze poruszyć jeden ostatni wątek – e-commerce. Wiemy, że firmy pozyskujące rzesze obserwujących zyskują dostęp do nowych, potencjalnych klientów zainteresowanych danym produktem lub usługą. Dell pokazał, jak przekuć obserwujących na Twitter w konkretne zyski. ^Viren na flakerze daje niezłą lekcję wszystkim handlarzom skarpetek, jak budować rzeszę zadowolonych klientów wykorzystując nowoczesne kanały do sprzedaży czegoś (dosłownie :)) przyziemnego. Z drugiej strony wszystkie firmy wchodzące w mikroblogi narażają się w skrajnych przypadkach na niekontrolowany zalew krytyki, co odczuła i odczuwa na własnej skórze codziennie na blipie ^pocztapolska i ^zus.

Czy i jak Twoim zdaniem mikroblogi wpłyną na to, jak sprzedajemy i kupujemy produkty i usługi w sieci?

M: Tak, zdecydowanie. Z resztą jak sam mówisz, już wpływają. A tego trendu nie da się już zatrzymać. Wiele firm w Polsce prawdopodobnie wciąż obawia się wejścia w mikroblogi, właśnie z powodu zalewu krytyki. Ale prawda jest też taka, że ten “zalew” to wcale nie jest negatywna rzecz, jeśli będzie się dobrze rozwiązywało problemy krytyków i komunikowało z klientami. Patrząc na ^pocztapolska widzę jak się ona stara odpowiadać na pytania zagubionych paczek itp. i szczerze mówiąc dla mnie, użytkownika-obserwatora w tym przypadku, wizerunek Poczty Polskiej się poprawia.

Jest jeszcze jeden argument, który przemawia za tym, by firmy wchodziły w mikroblogi i jak najszybciej budowały tam swój wizerunek. Ten argument to “#drogiblipie” – ja sam nie raz radziłem się bliposfery w różnych sprawach, a im bardziej będzie ona rosła tym częściej będą pojawiać się pytania typu “#drogiblipie gdzie pójść do kina w wawie?”. Społeczność zareaguje na podstawie własnych doświadczeń, ale jeśli jakiś multiplex będzie miał swoje konto ba Blipie, to są większe szanse, że ktoś odpowie “Sprawdź ^multiplex”, niż zacznie googlować i podawać linki. A jeśli tenże ^multiplex dobrze zorganizuje swoją obecność na Blipie, to ten pytający zwyczajnie blipnie “>multiplex repertuar warszawa” i dostanie wszystko podane na tacy.

A jeśli ^multiplex na hasło “blip” da 5% zniżki, to już nie wątpię, że blipowicz się skusi. Przykładów można by wymyślać wiele, ale od tego są firmy i ich PR. Ja tylko mówię, że możliwości interakcji z klientem są o wiele większe, i mogą przynieść o wiele większe korzyści i wiernych użytkowników, niż zwykłe kampanie banerowe. Ale należy takie kampanie dobrze planować i prowadzić. Nie będę ukrywał, że nieocenionym narzędziem przy rozwijaniu swojego konta jest Blipi.pl, bo dzięki statystykom dla blipowiczów i samego Blipa, pokazuje na co reaguje bliposfera, a które działania są bezowocne, czy wręcz błędne. A będzie można dowiedzieć się o wiele więcej, gdy światło dzienne ujrzy Blipi.PRO ;)

Reasumując, wg mnie tzw. marketing wirusowy stanie się w przyszłości podstawą branży reklamowej, właśnie dzięki mikroblogom i sieciom społecznościowym. Szczególnie jeśli któraś z przeglądarek (mam nadzieję, że Firefox) wbuduje w siebie AdBlocka…

Ł: Podałeś właśnie niezły patent dla sieci kin na zaistnienie w mikroblogach! Zastosowań są setki i można je mnożyć. Żyjemy w ciekawych czasach i wcale mi to nie przeszkadza :) Dzięki za rozmowę!

M: Mnie tym bardziej :) Czuję, że kina i nie tylko, wykorzystają mikroblogi. Dzięki!


Powiązane wpisy:

  1. Porody w mikroblogach Na blogu “Mikroblogi” były już porady, a teraz przyszedł...
  2. Jak zarabiać na mikroblogach – video z mediafunlab 16 października 2009 roku miałem przyjemność wystąpić z prezentacją...
  3. Jak Guy Kawasaki korzysta z mikroblogów Mikroblogi to stosunkowo młode medium. Wszyscy jeszcze cały czas wypracowujemy...

This website uses IntenseDebate comments, but they are not currently loaded because either your browser doesn't support JavaScript, or they didn't load fast enough.

Zostaw odpowiedź