Porody w mikroblogach
Kategoria: różne | Opublikowany 18/11/2009 10:37 | 211 odsłon | 8 komentarzy
Na blogu “Mikroblogi” były już porady, a teraz przyszedł czas na porody :)
Dzisiaj byliśmy świadkami chyba pierwszego porodu na blipie (bliporodu?), udokumentowanego zapewne przez rozradowanego tatę Amelki. Tata nie dość, że dość dokładnie udokumentował cały akt, to dodatkowo założył dziecku konto na blipie!
Gdyby tak każdy zapobiegliwy ojciec zakładał swojemu dziecko konto na blipie w chwili narodzin, mielibyśmy dziennie kilka tysięcy nowych użytkowników!
W takich chwilach często zastanawiamy się, gdzie leży granica pomiędzy naszym życiem prywatnym a tym, co publikujemy w sieci. Ta granica cały czas się przesuwa i już od jakiegoś czasu żyjemy w społeczeństwie, gdzie ekshibicjonizm emocjonalny staje się coraz powszechniejszy. Czy blipowanie o narodzinach dziecka (a profil zawiera naprawdę pikantne i dla niektórych może wręcz niesmaczne zdjęcia) to już przekroczenie tej granicy?
Mikroblogi na pewno ją przesuwają. Są “tu i teraz” – zachęcają i ułatwiają dzielenie się tym, co przeżywamy w danej chwili. Narodziny dziecka to cudowny moment dla każdego rodzica – jeśli rodzic traktuje mikrobloga jako swoje archiwum przeżywanych chwil i nie przeszkadza mu to, że ktoś może te chwile podejrzeć – czemu nie?
Btw: najbardziej “medialnym” porodem na Twitter był poród Sary Williams, żony jednego z założycieli tego mikrobloga – Ev’a Williamsa. Tam obyło się bez zdjęć, a poczytać co się działo możecie bezpośrednio na jej profilu.
Amelce i jej rodzicom życzę wszystkiego najlepszego – sam czekam na małą Lenkę, która ma przyjść na świat w grudniu. Czy wykorzystam tag #bliporod? Kusi mnie, ale na pewno dość mocno przemyślę formę, w jakiej chciałbym to zrobić i ograniczę się do fotki córeczki :)
A poniżej zdjęcie małej Amelki, która przyszła na świat dzisiaj, od razu stała się częścią społeczności i jest z pewnością najmłodszym użytkownikiem na blipie!
Update: jak doniósł ^goto, jest już tag #porodonline wykorzystywany do… porodów online :)
Powiązane wpisy:
- Marek Foss – rozmowa o mikroblogach Publikuję zapis mini debaty z Markiem Fossem. Filtracja treści,...
- Jak zarabiać na mikroblogach – video z mediafunlab 16 października 2009 roku miałem przyjemność wystąpić z prezentacją...
- Twitter zmienił tag title na stronie profilu [za TechCruch] Twitter (prawdopodobnie) z myślą o właściwym pozycjonowaniu...
Komentarze8 komentarzy

Dla mnie trochę takie na siłę, rozumiem pochwalić się fotką dziecka, ale zbliżenia na dziecko, na brodawki karmiącej matki to może nie tyle przegięcie (bo w necie można znaleźć bardziej odważne foty) co powoduje jakiś niesmak.
Po co dziecku Blip, nim dorośnie i zacznie czytać po Blipie może nie być śladu, rozumiałbym jeszcze blog, jako rodzaj hostingu dla zdjęć, filmów z czasów gdy mała dorastała. I to może być super pamiątką, uwiecznione na jakimś hostingu fotki czy filmy.
Tato Amelki równie dobrze zakładając Blipa, mógł jej założyć konto na NK i zapisać do szkół do których będzie chodziła. Trochę tego nie kumam, ale cóż świat nie od dziś mnie zaskakuje :)
dla mnie zgrabna jest relacja ^mackozer.a z przygotowań, porodu i dalszego życia olafa ciekawe jak będzie wytrwały z tatusiowy.pl :)
Może nie niesmaczne czy pikantne, ale faktycznie, ekshibicjonizm maksymalny.
Zdjęcia bardzo osobiste, intymne wręcz, ale skoro można pokazywać cycki (i nie tylko), to właściwie czemu nie to ;) Choć jakaś granica na pewno przekroczona. Następny krok to fotorelacja z wydarzenia 9 miesięcy przed? ;)
Mi to już (mam nadzieję, dwójka już gotowa i starczy ;)) nie grozi, ale myślę że jeśli bym się w ogóle odważył na takie publiczne powiadamianie, to tylko tekstowo – zresztą już była taka relacja na blipie: http://blip.pl/tags/porodonline
Myślałem o tym chwilę. Dodam że planuję uczestniczyć przy porodzie. I nie chcę wtedy pałętać się po porodówce z aparatem cykając fotki – wpieranie żony w tym momencie jest na tyle absorbujące, że człowiek nie mysli o niczym innym bo czuje się jak na planie horroru klasy B :P
Chętnie natomiast prześlę MMS-a z sali poporodowej, jak maluszek będzie już ładnie opatulony i rumiany.
W takich sprawach warto uwzględnić nie tylko swoje odczucia, ale odczucia matki, a także odczucia innych (z premedytacją wymieniam je na ostatnim miejscu w tym wypadku).
We mnie temat budzi wiele wątpliwości. Wydaje mi się, że sporo tracimy dzieląc się częscią swojej prywatności z anonimowym właściwie odbiorcą. Wielokrotnie zastanawiała mnie kwestia pokazywania pociechy na blogach, serwisach społecznościowych czy teraz mikroblogach. Może nie budzi to we mnie uczucia odrazy jak opuszczanie dziecka przed paparazzi z balkonu ale z pewnością jakiejś minimalnej chociaż niepoprawności. Jest to jakby nie patrzeć mały człowiek, który ma prawo do swojej prywatności – a pamiętajmy, że historię z internetu ciężko wymazać :-).
Z drugiej strony otrzymujemy fantastyczne narzędzie edukacji społecznej. Podgląd na wydarzenia na bieżąco, relację emocjonalną – wszystko surowe, na żywo – rewelacja!
Jak wspomniałem – sporo wątpliwości. Ja swojemu dziecku oszczędzę relacji – zostawiam coś na opowieści rodzinne czy przeżycia wewnętrzne. Bardzo mi się to podoba w krajach, gdzie ludzie żyją w biedzie technologicznej ale jakby bogatsi wewnętrznie – duchowo :)
Andrzej, ale z drugiej strony dzielisz się fotkami dzieci ze swoimi znajomymi bo chcesz się podzielić radością z narodzin. To jest stały element naszej kultury że wspólnie żegnamy tych, co odchodzą, ale też wspólnie cieszymy się z narodzin.
Mikroblogi skupiają wokół Ciebie również społeczność znajomych, i ułatwiają poinforomowanie wszystkich za pomocą jednej wiadomości (w przeciwieństwie do rozsyłania masowych smsów do kilkudziesięciu osób). Więc z tego względu jest to wygodne.
Pytanie tylko tak jak piszesz czy jest sens dzielić się tymi informacjami z kompletnie postronnymi osobami…
No to przekroczyliśmy kolejne tabu… Rozumiem podekscytowanie tatusia, ale ciekawe, że rodząca nie miała nic przeciwko. W najbliższych dniach urodzę naszego Młodego, ale Stary dostał zakaz fotografowania mnie na gorącym uczynku – syna niech pstryka do woli. Babka jednak nie wygląda najpiękniej podczas porodu, a ja wolę nie mieć takich pamiątek. Jeszcze by mi się następnych dzieci odechciało, i co? ;)
Myślę że nawet robiąc taki materiał tylko do domowego archiwum warto się zastanowić, czy na pewno chcemy uchwycić akurat ten dość bolesny moment narodzin. Człowiek tak ma, że te bolesne momenty mu się z czasem zatrą w pamięci a zostaną te radosne. Natomiast zdjęcie zawsze o tych bolesnych przypomni.
To chyba kwestia bardzo indywidualnego podejścia do rzeczy. Ale ustalmy jedno – fotografowanie porodu na pewno nie jest dla wrażliwych :)